Słoik z mętną solanką, czosnkiem i koprem wygląda jak ostatnia rzecz, którą inżynier chciałby umieścić w statku kosmicznym. Tymczasem pomysł, by ogórek kiszony w kosmosie stał się częścią przyszłego menu, nie jest zupełnie oderwany od nauki. Nie dlatego, że polska kiszonka chroni przed promieniowaniem albo potrafi zastąpić apteczkę. Powód jest znacznie ciekawszy: podczas wieloletniej podróży nie wystarczy zabrać ogromnego magazynu gotowych posiłków. Składniki odżywcze tracą trwałość, monotonne menu może zniechęcać do jedzenia, a organizm człowieka reaguje na mikrograwitację i zamknięte środowisko. NASA bada więc mikroorganizmy, które mogłyby na żądanie wytwarzać potrzebne składniki oraz fermentowane produkty. Zamiast wozić każdą porcję przez miliony kilometrów, część żywności można byłoby wytwarzać dopiero wtedy, gdy jest potrzebna. Ogórek pozostaje dziś kandydatem wyobraźni, ale mechanizm stojący za tym skojarzeniem jest jak najbardziej rzeczywisty.
🕑 Czas czytania: ok. 3 min
Dlaczego zwykły słoik pasuje do rozmowy o Marsie?
Lot na Marsa stawia przed żywnością wymagania, których domowa spiżarnia nigdy nie musi spełniać. Jedzenie powinno przetrwać lata, zajmować mało miejsca, zachować wartość odżywczą i nie stworzyć zagrożenia mikrobiologicznego. Na niskiej orbicie zapasy można regularnie uzupełniać, lecz wyprawa międzyplanetarna nie ma takiego zaplecza. NASA wskazuje, że część składników i cech jakościowych żywności pogarsza się podczas długiego przechowywania. Im dłuższa misja, tym mniej wystarcza samo zapakowanie posiłków na Ziemi.
Fermentacja kusi, ponieważ mikroorganizmy potrafią zmieniać surowce, utrwalać żywność i tworzyć nowe związki smakowe. Nie oznacza to jednak wysłania na pokład babcinego słoika. W statku liczy się masa, energia, ilość wody, szczelność opakowania oraz możliwość wykrycia niepożądanych drobnoustrojów. Nawet drobiny jedzenia mogą stać się problemem w mikrograwitacji. Potrzebny jest również plan na sytuację, w której opakowanie straci szczelność lub proces zacznie przebiegać nieprawidłowo. Kosmiczna kiszonka musiałaby być przede wszystkim kontrolowanym procesem technologicznym, a dopiero później znajomym smakiem przypominającym dom.
Co NASA naprawdę robi z fermentacją w kosmosie?
Najmocniejszy trop prowadzi do programu BioNutrients. Jego celem jest opracowanie sposobu, dzięki któremu mikroorganizmy będą produkować określone składniki odżywcze wtedy, gdy załoga ich potrzebuje. W eksperymencie BioNutrients-3 na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej pracowano z bioinżynieryjnymi drożdżami oraz kulturami używanymi do jogurtu i kefiru. Załoga nie jadła powstałych próbek. Część materiału poddawano też pasteryzacji, a czujnik miał pomagać w wykrywaniu możliwych patogenów. Badano działanie pakietów produkcyjnych, przebieg fermentacji i rozwiązania zwiększające bezpieczeństwo. To laboratorium produkcji składników, nie test polskiego ogórka.
Drugim dowodem jest miso celowo fermentowane na stacji orbitalnej i opisane w 2025 roku w czasopiśmie iScience. Proces zaszedł także poza Ziemią, a próbka różniła się pod względem profilu mikrobiologicznego, chemicznego i sensorycznego od materiału fermentowanego na Ziemi. Badacze nie mogli przypisać różnic wyłącznie mikrograwitacji, temperaturze albo promieniowaniu, ponieważ warunki działały jednocześnie. Eksperyment potwierdził możliwość fermentacji w przestrzeni, ale równocześnie pokazał, że efekt nie musi być identyczny z ziemskim.
Czy ogórek kiszony jest naturalnym probiotykiem?
Podczas kiszenia bakterie kwasu mlekowego przekształcają cukry obecne w warzywie, zakwaszając środowisko i tworząc charakterystyczny smak. W niepasteryzowanym produkcie mogą pozostać żywe mikroorganizmy. Tu pojawia się jednak pułapka popularnych uproszczeń: żywe bakterie nie wystarczą, by dowolną kiszonkę nazwać probiotykiem. Probiotyczne działanie odnosi się do konkretnych, dobrze opisanych szczepów, podanych w odpowiedniej ilości i z potwierdzoną korzyścią dla zdrowia. Różne słoiki mogą więc zawierać zupełnie inne zespoły mikroorganizmów. Ich skład zależy od surowca, soli, temperatury i czasu prowadzenia fermentacji. „Fermentowany” i „probiotyczny” nie są synonimami.
Mikrobiom astronautów rzeczywiście może zmieniać się podczas pobytu poza Ziemią. Wpływają na niego między innymi dieta, stres, środowisko stacji, rytm dobowy i fizjologia lotu. Z tego powodu mikroorganizmy oraz probiotyki są rozważane w badaniach nad żywieniem załóg. Nie dowodzi to, że bakterie ze zwykłego słoika naprawią kosmiczny mikrobiom. Każdy szczep wymagałby identyfikacji, oceny stabilności i testów bezpieczeństwa, zwłaszcza w zamkniętym środowisku z ograniczoną pomocą medyczną.
Woda i sód: pomoc czy dodatkowy problem?
Ogórek składa się głównie z wody, a solanka zawiera sód, dlatego łatwo zbudować opowieść o naturalnym napoju elektrolitowym dla astronautów. To jednak zbyt szybki skrót. Nawodnienie jest podczas lotu starannie planowane, a woda służy nie tylko do picia, lecz także do przygotowania żywności i higieny. Soczyste warzywo może uzupełniać menu, lecz jego niewielka porcja nie rozwiąże bilansu płynów całej załogi. W przestrzeni liczy się także masa każdej wysłanej porcji i opakowania. Dlatego nie zastępuje kontrolowanego zapasu bezpiecznej wody ani systemu jej odzyskiwania.
Z sodem sytuacja jest jeszcze mniej intuicyjna. Pocenie podczas ćwiczeń oznacza utratę elektrolitów, lecz dieta kosmiczna historycznie dostarczała raczej zbyt dużo sodu niż za mało. Dokument NASA wyznacza zakres 1500–2300 mg dziennie i zwraca uwagę na potrzebę ochrony kości oraz nerek. Słona kiszonka musiałaby zmieścić się w całym bilansie jadłospisu. Solanka może być składnikiem posiłku, ale nie automatyczną zaletą zdrowotną tylko dlatego, że zawiera elektrolity.
Co musiałoby się wydarzyć przed lotem ogórka na Marsa?
Pierwszym krokiem byłby wybór celu. Inaczej projektuje się trwały ogórek przygotowany na Ziemi, inaczej produkt fermentowany już podczas podróży, a jeszcze inaczej hodowlę wybranego szczepu w szczelnym pakiecie. Następnie trzeba określić skład, tempo zakwaszania, ilość gazów, stabilność w mikrograwitacji i zachowanie produktu po miesiącach przechowywania. Konieczne byłyby także czujniki albo proste testy pozwalające wykryć nieprawidłowy przebieg procesu. System powinien działać powtarzalnie bez rozbudowanego laboratorium i nadzoru specjalisty od fermentacji. W kosmosie nie ma miejsca na fermentację prowadzoną „na oko”.
Do tego dochodzą smak, tekstura i psychologia. Wyraziste, znajome jedzenie może przełamywać monotonię wieloletniego menu, lecz kwaśny aromat, solanka oraz odpad opakowaniowy muszą mieścić się w ograniczeniach pojazdu. Na dziś nie ma potwierdzenia, że NASA lub ESA testują polskie ogórki dla misji marsjańskiej. Najuczciwszy wniosek brzmi więc: ogórek kiszony pasuje do kierunku badań, ale sam pozostaje hipotezą. Zanim poleci, laboratorium musi zamienić tradycyjny słoik w przewidywalny i bezpieczny system żywnościowy.
Zobacz też
Źródła
- NASA Study to Analyze Fermented Food Samples from Space
- What is BioNutrients?
- Food fermentation in space: Opportunities and challenges
- Human Adaptation to Spaceflight
- Nutrition Requirements, Standards, and Operating Bands for Spaceflight
- BioNutrients-1: Development of an On-Demand Nutrient Production System
Najczęstsze pytania
Czy NASA testuje polskie ogórki kiszone w kosmosie?
Nie ma potwierdzenia, że NASA testuje polskie ogórki kiszone. Agencja prowadzi natomiast eksperymenty z mikroorganizmami, kulturami jogurtu i kefiru oraz produkcją składników odżywczych na żądanie.
Czy ogórek kiszony jest probiotykiem?
Nie każdy. Niepasteryzowany ogórek może zawierać żywe bakterie fermentacji mlekowej, ale określenie probiotyk wymaga konkretnych szczepów, odpowiedniej dawki i potwierdzonej korzyści zdrowotnej.
Czy fermentowano już żywność na ISS?
Tak. Badacze celowo fermentowali miso na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, a wyniki opisano w 2025 roku. Kosmiczna próbka różniła się od próbek przygotowanych na Ziemi.
Czy sól z ogórków pomaga astronautom uzupełniać elektrolity?
Sód jest potrzebnym elektrolitem, ale jego całkowite spożycie musi być kontrolowane. Dokumenty NASA wskazują, że wysoka zawartość sodu w diecie kosmicznej bywała raczej problemem niż brakującym składnikiem.
Po co NASA bada mikroorganizmy w żywności?
Mikroorganizmy mogą w przyszłości produkować określone składniki odżywcze na żądanie. To pomagałoby ograniczać zależność od zapasów, których jakość spada podczas wieloletniego przechowywania.
Zobacz także na YouTube: Polski ogórek na Marsie? NASA bada podobny pomysł