Gdy do rosołu trafia pęczek marchwi, pietruszki, selera i pora, bardzo łatwo dopisać mu efektowną królewską metrykę. Popularna wersja historii mówi, że taki zestaw przywiozła do Polski Bona Sforza. Tyle że marchew, kapusta, pietruszka i inne warzywa były znane nad Wisłą przed pojawieniem się włoskiej królowej. Czy Bona przywiozła włoszczyznę? Nie w znaczeniu całego współczesnego pęczka do zupy. Nie oznacza to jednak, że jej wpływ był wymysłem. Dwór Bony pomagał rozpowszechniać włoskie smaki, modne produkty i nowe obyczaje kulinarne, a królewskie rachunki potwierdzają zainteresowanie sprowadzanymi cytrusami. Prawdziwa historia jest więc ciekawsza od szkolnego skrótu: jedne warzywa jadano wcześniej, inne zyskiwały popularność wraz z renesansową modą, a samo słowo „włoszczyzna” przez wieki zmieniało znaczenie, zanim zaczęło oznaczać znajomy zestaw na wywar.
🕑 Czas czytania: ok. 3 min
Czy Bona przywiozła włoszczyznę do Polski?
Najkrótsza odpowiedź brzmi: nie, jeśli przez włoszczyznę rozumiemy dzisiejszy pakiet marchwi, pietruszki, selera, pora i czasem kapusty. Oficjalne opracowanie kulinarnego dziedzictwa Krakowa zaznacza, że różnorodne warzywa znano w Polsce jeszcze przed przybyciem Bony. Historyk kuchni Jarosław Dumanowski również określa historię o królowej i włoszczyźnie jako klasyczny mit kulinarny. Bona nie zaczynała warzywnej historii Polski od pustej grządki. Zastała kuchnię, która miała własne uprawy, kontakty handlowe oraz doświadczenia zakonnych i dworskich ogrodów.
Nie da się też przypisać jednej osobie wieloletniego procesu zmiany jadłospisu. Produkty wędrowały między krajami z kupcami, duchownymi, ogrodnikami, kucharzami i członkami dworów. Część trafiała najpierw na stoły najbogatszych, później do ogrodów szlacheckich, a dopiero po czasie stawała się szerzej dostępna. Królowa mogła nadawać modzie prestiż i wzmacniać popyt, lecz nie była jedyną drogą, którą włoskie nowinki docierały nad Wisłę. Dlatego zdanie „Bona przywiozła włoszczyznę” łączy kilka różnych zjawisk w jeden łatwy do zapamiętania gest.
Jakie warzywa znano w Polsce przed Boną?
W źródłach i opracowaniach dotyczących kuchni późnego średniowiecza pojawiają się warzywa, których obecność potocznie przypisuje się Bonie. Culture.pl, powołując się na badania Jarosława Dumanowskiego, wymienia w jadłospisach związanych z Jadwigą i Jagiełłą między innymi sałatę, kalafior oraz kapustę. Znano także marchew, pietruszkę, cebulę, ogórki, koper, groch i inne rośliny ogrodowe. Marchew i kapusta nie czekały na przyjazd królowej z Italii. Ich odmiany, sposób uprawy oraz miejsce w posiłkach mogły jednak wyglądać inaczej niż dzisiaj.
Ważną rolę w rozwoju ogrodnictwa odgrywały klasztory. Serwis miejski Krakowa wskazuje właśnie osiedlające się nad Wisłą zakony jako ważniejsze źródło wcześniejszego rozpowszechniania warzyw niż pojedynczą decyzję Bony. Do tego dochodziły miasta handlowe i kontakty dworskie. Jeszcze przed narodzinami królowej w polskich kręgach uniwersyteckich znano włoski traktat kulinarny zawierający śródziemnomorskie przepisy. Granica między „polskim” i „włoskim” stołem nie była zatem zamkniętą bramą, którą otworzyła dopiero jedna władczyni. Była raczej siecią powolnych zapożyczeń, prób i lokalnych adaptacji.
Co naprawdę zmieniła kuchnia królowej Bony?
Odrzucenie legendy nie odbiera Bonie realnego wpływu. W pierwszej połowie XVI wieku na północy Europy rozpowszechniały się produkty modne we Włoszech: brokuły, szparagi, karczochy, kardy, kapary i nowe odmiany warzyw. Królowa przybyła z otoczeniem, gustem i oczekiwaniami ukształtowanymi przez renesansową Italię. Jej dwór działał jak prestiżowa wystawa nowych smaków, a nie jak pierwszy transport wszystkich warzyw do kraju. Nowinki trafiały przede wszystkim do bogatej kuchni dworskiej, skąd mogły być stopniowo naśladowane przez część szlachty.
Najmocniej udokumentowanym przykładem są cytrusy. Rachunki Zygmunta I z początku XVI wieku notują zakup pomarańczy, a królewska korespondencja wspomina transport owoców zatrzymany w Wiedniu. Według krakowskiego opracowania Bona przyczyniła się do ich rozpropagowania. Nie znaczy to, że pomarańcze nagle znalazły się na każdym stole. Były to kosztowne towary wymagające dalekiego przewozu, dostępne dla uprzywilejowanych. Wpływ królowej dotyczył więc przede wszystkim kierunku dworskiej mody, zainteresowania południowymi produktami i sposobu, w jaki elity postrzegały wyrafinowaną kuchnię.
Skąd wzięła się nazwa włoszczyzna?
Słowo wywodzi się od nazwy Włoch, ale jego historia nie zaczyna się od gotowego pęczka na rosół. Badania językoznawcze Uniwersytetu Jagiellońskiego wskazują, że „włoszczyzna” mogła oznaczać szerzej to, co włoskie: język, kulturę, obyczaje, towary, a także cudzoziemskie rośliny ogrodowe. Z czasem znaczenie warzywne zaczęło się zawężać. Dawna włoszczyzna nie była tym samym zestawem, który dziś leży związany gumką na sklepowej półce. W różnych okresach zaliczano do niej między innymi kapustę włoską, kalafiory, selery, pory, szparagi czy sałatę.
Jeszcze pod koniec XVIII wieku nazwa mogła obejmować rozmaite warzywa dodawane do potraw, a ich włoskie pochodzenie stopniowo traciło znaczenie. Późniejsze słowniki utrwaliły zestaw bliższy współczesnemu: marchew, pietruszkę, seler, por i niekiedy kapustę. Nawet dziś skład nie jest całkowicie sztywny, bo sprzedawane porcje różnią się dodatkami. Ta ewolucja wyjaśnia część zamieszania. Gdy współczesne znaczenie słowa przenosi się wprost do XVI wieku, łatwo odnieść wrażenie, że Bona przywiozła dokładnie taki sam pakiet, jaki kupujemy obecnie przed gotowaniem zupy.
Dlaczego mit o Bonie przetrwał tak długo?
Historia jednej królowej niosącej warzywa jest prostsza niż opis handlu, klasztornych ogrodów, dworskich mód i zmian językowych trwających przez stulecia. Bona ma wszystkie cechy wygodnej bohaterki takiego skrótu: pochodziła z Włoch, naprawdę wpływała na polski dwór, interesowała się nowymi smakami, a nazwa „włoszczyzna” brzmi jak gotowy podpis pod jej biografią. Prawdziwe elementy połączyły się w zgrabną, lecz zbyt szeroką legendę. Im częściej powtarzano ją w domach i szkołach, tym bardziej zaczynała brzmieć jak bezsporny fakt.
Najuczciwsze podsumowanie mieści się między dwoma skrajnościami. Bona nie sprowadziła do Polski całego zestawu warzyw używanego dziś do wywaru, ponieważ część jego składników znano znacznie wcześniej. Nie była jednak postacią bez znaczenia dla kuchni. Jej dwór przyspieszał zainteresowanie włoskimi nowinkami, a cytrusy pozostawiły ślad w rachunkach i korespondencji. Następnym razem, gdy do garnka trafi marchew, pietruszka, seler i por, można dostrzec w nich nie jedną królewską przesyłkę, lecz wynik wielu dróg: dawnych upraw, handlu, mody oraz języka, który z czasem zebrał różne warzywa pod wspólną nazwą.
Zobacz też
Źródła
Najczęstsze pytania
Czy królowa Bona naprawdę przywiozła włoszczyznę do Polski?
Nie w znaczeniu współczesnego pęczka marchwi, pietruszki, selera i pora. Część tych warzyw znano w Polsce wcześniej. Bona i jej dwór pomagali natomiast rozpowszechniać włoskie smaki, modne produkty oraz cytrusy.
Jakie warzywa jedzono w Polsce przed przyjazdem Bony?
Opracowania historyczne wymieniają między innymi kapustę, marchew, pietruszkę, cebulę, ogórki, koper, groch, a w jadłospisach dworskich także sałatę i kalafior. Ich odmiany i dostępność różniły się od dzisiejszych.
Co królowa Bona faktycznie zmieniła w polskiej kuchni?
Jej dwór wzmacniał prestiż włoskich mód kulinarnych. W epoce Bony upowszechniały się między innymi szparagi, karczochy, brokuły, kardy i kapary, a królewskie rachunki oraz korespondencja dokumentują zainteresowanie cytrusami.
Skąd pochodzi słowo włoszczyzna?
Nazwa pochodzi od Włoch. Dawniej mogła oznaczać szerzej włoski język, kulturę, towary i obce rośliny ogrodowe. Dopiero z czasem zawęziła się do zestawu warzyw używanych głównie do zup i wywarów.
Zobacz także na YouTube: Marchew i kapusta były w Polsce przed królową Boną