Mała miedziana moneta wielkości paznokcia miała pomóc rozwiązać problem, z którym nie radził sobie skarb Rzeczypospolitej. W połowie XVII wieku państwo było wyczerpane kolejnymi konfliktami: powstaniem Chmielnickiego, wojną z Rosją i potopem szwedzkim. Wojsko czekało na zaległy żołd, a pieniędzy brakowało. Wtedy pojawiły się boratynki Jana Kazimierza — miedziane szelągi o urzędowym kursie 1/3 grosza. Haczyk polegał na tym, że wartość miedzi w monecie była niższa niż wartość, po której miała krążyć. Różnica dawała dochód skarbowi. Rozwiązanie zadziałało jak szybki zastrzyk pieniędzy, ale ogromna emisja i łatwość fałszowania wywołały poważne zaburzenia na rynku. Skala była niezwykła: źródła mówią o liczbie, która mogła sięgać około 1,8 miliarda sztuk. Dlaczego państwo zdecydowało się na taki eksperyment i kto naprawdę ponosił jego koszt?
🕑 Czas czytania: ok. 3 min
Boratynki Jana Kazimierza: skąd wziął się pomysł?
Jan II Kazimierz objął tron w 1648 roku, gdy na Ukrainie trwało już powstanie Bohdana Chmielnickiego. Od 1654 roku Rzeczpospolita walczyła także z Rosją, a w 1655 roku rozpoczął się potop szwedzki. Kilka frontów oznaczało nie tylko zniszczone miasta, wsie i handel, lecz także ogromne wydatki wojskowe. W źródłach z epoki i opracowaniach powraca ten sam problem: pusty skarb oraz zaległości wobec armii. Nowa moneta miała przede wszystkim dostarczyć państwu gotówki, a nie być numizmatyczną ciekawostką.
Pomysłodawcą masowej emisji małych miedzianych szelągów był Tytus Liwiusz Boratini, zarządca mennicy krakowskiej. Od jego nazwiska wzięła się popularna nazwa „boratynka”. Produkcję rozpoczęto w 1659 roku. Moneta otrzymała urzędową wartość srebrnego szeląga, czyli 1/3 grosza polskiego. Dla skarbu liczył się jednak przede wszystkim mechanizm: jeśli koszt wykonania i materiał były niższe od wartości, po której monetę wprowadzano do obiegu, różnica mogła zasilić państwową kasę.
Na czym polegał haczyk z wartością boratynki?
Najprościej wyobrazić to sobie bez dawnych tabel kursowych. Państwo bierze niewielką ilość taniej miedzi, wybija z niej monetę i nakazuje przyjmować ją jako 1/3 grosza. Tymczasem sam metal zawarty w boratynce jest wart mniej. Boratynka była więc monetą podwartościową: jej urzędowa wartość przewyższała wartość kruszcu. To właśnie ta różnica tworzyła przestrzeń na dochód emitenta.
Nie znaczy to, że każdy posiadacz boratynki natychmiast tracił dokładnie określony procent przy każdej transakcji. Problem pojawiał się szerzej: rynek musiał zaakceptować dużą ilość miedzi po narzuconym kursie. Muzeum Narodowe w Krakowie wprost określa boratynkę jako monetę podwartościową o przymusowym kursie 1/3 grosza. Jej emisję przedstawia jako próbę ratowania pustego skarbu, pokrycia długów państwowych i wypłacenia zaległego żołdu. To dlatego porównywanie boratynki wyłącznie do zwykłego drobnego bilonu zaciemnia sedno. Była ona także narzędziem fiskalnym. Urzędowe 1/3 grosza odpowiadało 1/90 złotego polskiego. Taki nominał pozwalał używać boratynek w drobnych płatnościach, ale nie usuwał podstawowej sprzeczności między wartością miedzi a wartością zapisaną w systemie pieniężnym.
Dlaczego boratynek było aż tak dużo?
Pierwotne limity emisji były znacznie niższe niż liczby, które pojawiają się przy całej historii boratynek. Według materiału PAP opublikowanego przez dzieje.pl reformy mennicze przewidywały łącznie niespełna 180 milionów szelągów w wymienionych mennicach. Produkcja ruszyła w 1659 roku, została wstrzymana po przekroczeniu limitów, a następnie wznowiona w 1663 roku z powodu trwającego kryzysu i potrzeby wypłaty żołdu. Presja finansowa państwa sprawiała, że pokusa dalszego bicia miedzi była ogromna.
Tu pojawia się słynna liczba 1,8 miliarda. Trzeba jednak używać jej ostrożnie. Muzeum Narodowe w Krakowie podaje około 1,8 miliarda legalnie bitych boratynek koronnych i litewskich. PAP opisuje tę samą skalę jako szacunek mogący obejmować monety z mennic, produkcję ponad limity oraz falsyfikaty. Najbezpieczniej więc mówić, że skala obiegu mogła sięgać około 1,8 miliarda sztuk. Niezależnie od sposobu liczenia był to zalew drobnej miedzianej monety na ogromną skalę.
Co boratynki zrobiły z rynkiem?
Szybkie zasilenie skarbu nie oznaczało, że problem zniknął. Muzeum Narodowe w Krakowie wskazuje, że boratynki wywołały znaczne perturbacje na polskim rynku pieniężnym. Jednym z powodów była sama konstrukcja pieniądza: tania, podwartościowa miedź krążyła po urzędowo ustalonym kursie. Drugim była skala emisji. Trzecim — fałszerstwa. Małe i niezbyt starannie wykonywane miedziane szelągi były wyjątkowo łatwym celem dla fałszerzy.
To tworzyło paradoks. Moneta, która miała pomóc państwu odzyskać finansowy oddech, jednocześnie zwiększała chaos w obiegu. Jeżeli w codziennych płatnościach pojawiały się ogromne ilości słabego pieniądza i jego podróbek, zaufanie do nominalnej wartości nie mogło pozostać obojętne. Dlatego boratynek nie należy przedstawiać ani jako genialnego rozwiązania, ani jako prostego „oszustwa króla”. Były doraźnym instrumentem finansowania państwa w ekstremalnie trudnej sytuacji, którego uboczne skutki odczuwali uczestnicy rynku. Przymusowy kurs działał tylko dlatego, że państwo wymagało jego stosowania. Nie mógł jednak sprawić, by sama miedź nagle stała się srebrem. Im więcej takich monet trafiało do obrotu, tym bardziej widoczna stawała się różnica między wartością urzędową a oceną pieniądza przez uczestników handlu.
Dlaczego boratynki wciąż tak często wychodzą z ziemi?
Ogromna skala emisji ma jeszcze jeden skutek, widoczny ponad trzy i pół wieku później. Boratynki należą do monet często odnajdywanych przez archeologów i legalnych poszukiwaczy zabytków. W 2025 roku na Mazowszu odkryto depozyt 442 szelągów Jana II Kazimierza. Znalezisko obejmowało monety z różnych lat i mennic, od pierwszych emisji z 1659 roku po egzemplarze z końca produkcji. Takie odkrycia są materialnym śladem tego, jak szeroko boratynki weszły do codziennego obiegu.
Pojedyncza boratynka wygląda dziś niepozornie: mały, zużyty miedziany krążek, często z niewyraźnym rysunkiem. W zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie jeden z egzemplarzy z 1666 roku ma niecałe 16 mm średnicy i waży niespełna gram. Za tą drobną monetą kryje się jednak wielka historia finansów państwa. Jej sens najlepiej oddaje prosty konflikt: pusty skarb potrzebował pieniędzy, a rynek dostał ogromną ilość miedzi z wartością narzuconą odgórnie. To właśnie dlatego boratynka jest czymś więcej niż numizmatem — jest śladem ceny, jaką państwo i jego mieszkańcy płacili za lata wojen.
Zobacz też
Źródła
- Jan Kazimierz (1649-1668), szeląg litewski, Kowno; 1666 — Muzeum Narodowe w Krakowie
- Pół tysiąca szelągów Jana II Kazimierza Wazy odnalezione na Mazowszu — dzieje.pl / PAP
- Traktat w Radnot — Muzeum Wojska Polskiego
- Jan II Kazimierz Waza — dzieje.pl
- Historia Monety Polskiej – boratynka, tymf Jana Kazimierza — Narodowy Bank Polski
Najczęstsze pytania
Co to jest boratynka?
Boratynka to popularna nazwa miedzianego szeląga Jana II Kazimierza. Moneta miała przymusowy kurs 1/3 grosza i była bita od 1659 roku w warunkach ostrego kryzysu finansowego Rzeczypospolitej.
Dlaczego boratynka była monetą podwartościową?
Wartość miedzi zawartej w boratynce była niższa niż jej urzędowa wartość obiegowa. Państwo nakazywało jednak przyjmować monetę jako 1/3 grosza, dzięki czemu różnica mogła przynosić dochód skarbowi.
Ile wybito boratynek?
W źródłach pojawia się liczba około 1,8 miliarda, ale jest liczona różnie. Muzeum Narodowe w Krakowie odnosi ją do legalnie bitych boratynek koronnych i litewskich, natomiast PAP podaje ją jako szacunek mogący obejmować również produkcję ponad limity i falsyfikaty.
Skąd pochodzi nazwa boratynka?
Nazwa pochodzi od Tytusa Liwiusza Boratiniego, zarządcy mennicy krakowskiej i pomysłodawcy masowej produkcji miedzianych szelągów.
Dlaczego państwo zaczęło bić boratynki?
Rzeczpospolita była wyczerpana wieloletnimi wojnami, a skarb miał długi i zaległości wobec wojska. Emisja podwartościowej monety miała szybko dostarczyć państwu środków.
Zobacz także na YouTube: Boratynki Jana Kazimierza: ratunek dla pustego skarbu